• Wpisów:53
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis:165 dni temu
  • Licznik odwiedzin:5 141 / 1258 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Trochę u mnie ciężko ostatnio.
średnio co pół godziny zastanawiam się nad tym w jaki sposób mogłabym się jednak zabić xD
#sesjasresja
Słabe to wszystko. Ale przez tą sesję mam okazję bardzo dużo rzeczy przemyśleć.
Uczenie się do egzaminów vs. rozmyślanie na temat beznadziei ostatnich miesięcy?
Chyba nie muszę odpowiadać jakiego wyboru dokonuję za każdym razem

Przez ostatnie kilka dni w swoich rozmyślaniach podjęłam temat dwulicowości.
Oczywiście dwulicowości, która występuje w stosunku do osoby, która (teoretycznie) znaczyła w naszym życiu bardzo dużo.
Wydaje mi się, że kłamstw nikt z nas nie lubi,a co więcej mówi się o tym raczej głośno. Tym bardziej zastanawia mnie skąd ta lekkość wypowiadania ich w moją stronę. Tak w moją stronę, bo to znów chodzi o mój przypadek. Ale przypuszczam, że nie tylko w moim życiu tak to wygląda.
Może wynika to z tego, że prawda wcale nas nie satysfakcjonuje, więc po prostu chociaż w naszych i cudzych głowach próbujemy ją zmienić?
A może po prostu jest się i było od zawsze pięknym kłamczuszkiem, który wspaniale się maskował, nie dając po sobie poznać niczego?


Ale nie da się wierzyć we wszystko do usranej śmierci, kiedy masz świadomość, że rzeczywistość wcale nie jest taka, jak ta opowiadana przez niego.
Nie da się wiecznie udawać, że niczego się nie widzi, że niczego się nie wie.

Zamykać oczy i uszy na to co obok to najgorsze, co można w życiu zrobić. Myślę, że gdyby nie to, to wszystko inaczej by się potoczyło. Ale nie 3 miesiące temu, tylko ponad rok temu, kiedy zauważyłam, że to się zaczyna, ale próbowałam wyprzeć ten fakt ze swojej świadomości i starałam się wierzyć w tą "prawdę", którą zawsze tak wspaniale przekształcałeś na swoja korzyść.

Dwie sroki za ogon ciągnąć jest raczej niebezpiecznie
  • awatar Gość: @gość: Myślę, że jednak nauczyła się i zrozumiała dosyć sporo
  • awatar Gość: @Zośkaczarodziejka: No widzisz ale nic żeś się nie nauczyła
  • awatar Zośkaczarodziejka: @gość:że tak to ujmę, swoje wiedziałam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Około dwa miesiące temu, podczas jednej z najlepszych rozmów z moim ojcem, usłyszałam od niego coś, co niesamowicie mnie "uderzyło".
Opowiadałam mu o tym wszystkim co się u mnie dzieje i usłyszałam jedną, niesamowicie istotną dla mnie rzecz. Mianowicie: "Pamiętaj córeczko! Jesteś góralką! One nigdy się nie poddają!".

Nie powiem, bo trochę mnie to rozczuliło w tamtym momencie.

I wstałam wtedy z krzesła i powiedziałam sobie: "HAnia, faktycznie! On ma racje! Nie możesz tak tego zostawić, nie możesz się poddać! Nie możesz, bo przecież kochasz i żyć bez Niego jest ci strasznie źle. Nie można tak, trzeba działać!". Próbowałam, próbowałam to wszystko poskładać, bo cholernie mi na tym zależało (pomimo tego wszystkiego, ciągle zależy), ale przez długi czas wydawało mi się, że jednak nie umiem walczyć.

Tymczasem właśnie ostatnio dotarło do mnie, że to nie ja się poddałam. Że zrobiłam wszystko, co mogłam zrobić i tak teraz myślę, że chyba zbyt dużo.

Powiedziałam już dużo, nie wiem, czy cokolwiek do Ciebie dotarło. Liczę, że tak.
Choć jeśli nie, to mam nadzieję, że kiedyś Cię o jebnie ze zdwojoną siłą. Że cokolwiek zrozumiesz i dorośniesz.

Kobieca intuicja jednak nie zawodzi raczej. Jestem świadoma tego, że i tak nie wiem wszystkiego. Wiem jednak wystarczająco dużo, by przestać się obwiniać o to, co się między nami stało.

A jeśli kiedyś już się spotkamy, to podejdę do Ciebie, spojrzę Ci prosto w oczy i nie powiem kompletnie nic.

Odwrócę się na pięcie i odejdę w swoją stronę, oddając Ci ciszę i obojętność, którą Ty zostawiłeś mnie.


Na zawsze nie miało znaczyć na chwilę.
Nie zapominam
 

 
Nie wiem tego. Mogłam też trafić gorzej.
Wszyscy poklepują mnie po ramieniu i wciąż mówią "Będzie dobrze".
Musze Was rozczarować. Nie będzie. Nie umiem żyć sama ze sobą chyba.

Czuliście się kiedykolwiek tak żałośnie bezsilni, że chcieliście umrzeć?
Bo ja np. chcę tego w tej chwili chyba najbardziej.

Pasujemy do siebie niesamowicie. Jesteś skończonym kretynem. Ja skończoną kretynką.

Nie ufaj nigdy więcej Zośka! To zawsze kończy się najgorzej.

"Czy układam sobie w głowie, co powiem? No tak, bardzo. Właściwie na tym opieram jedną tysięczną promila szansy, że to cokolwiek zmieni. Chociaż wiedząc, że albo się coś czuje, albo się czegoś nie czuje."

Jednocześnie kocham Cię i nienawidzę.
 

 
Rozumiem chyba jednak mniej niż mi się wydawało.
Znów to ja, znów ja próbuję wszystko składać. Próbowałam.
Bo chyba już się poddaję. Granice mojej wytrzymałości zostały przekroczone.
Najwyższy czas pogodzić się z tym, że nie znaczę już nic, chociaż dziwi mnie, że to nastąpiło tak strasznie szybko. Albo nastąpiło to już bardzo dawno, tylko brakowało odwagi, żeby to powiedzieć.
Wydaje mi się, że kiedy zależy Ci choć trochę, to starasz się z tym coś zrobić i w dupie ma się zasady i jakieś przyrzeczenia samemu sobie.
Może miłości faktycznie nie ma?
Albo ja postrzegam ją zupełnie nie tak?

Przepraszam, ale jestem bezsilna jak małe dziecko, albo nawet i gorzej, bo przecież małe dziecko potrafi wzbudzać w nas pozytywne uczucia. Ja najwyraźniej nie posiadam takich zdolności.

Wypieprzam stąd na tak długo jak tylko się da.
Bedę tęsknić.
  • awatar _+INNA+_: Nie ma co się załamywać miłość odchodzi i przychodzi, ale tylko ta nie właściwa szukana na siłę. Prawdziwa miłość przychodzi sama. Nie załamuj się wszystko mimo tego, że brzmi to banalnie ułoży się samo po mału, ale musisz w to uwierzyć. Trzymaj się
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czego ja się spodziewałam? Że spotkamy się dziś, wyjaśnimy wszystko i jakoś to będzie znów?
Jeden wielki CHUJ.
Rozumiem, że zmęczony, ale mogłeś choć na chwile. Znów mi na tym zależało i znów chuj z tego. Pamiętasz? To prawie jak wtedy, kiedy mieliśmy zobaczyć się pierwszy raz.

Nie potrafię pewnych rzeczy zrozumieć, a Ty w żaden sposób mi tego nie ułatwiasz. Ranisz z dnia na dzień coraz bardziej, szkoda, że zupełnie nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Nienawidzę ludzi jednak. Nie chcę, nie mogę, nie potrafię tu być.
Może jeszcze zdążysz się ze mną zobaczyć. Mam taka nadzieję.
 

 
Jeśli jeszcze kiedykolwiek tu zawitasz, to chciałabym, żebyś to wiedział.
Nigdy dotąd nie było mi tak pusto jak w tym momencie.
Tak źle chyba tylko jedynie wtedy, kiedy umarł A.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek dojdzie do sytuacji, w której miłość będzie dla mnie taką destrukcją.

"Kiedy znajdujesz ukochaną osobę, oprócz setek rzeczy w twoim życiu nie zmienia się nic" - na dziś zamieniłabym w tym zdaniu słowo "znajdujesz" na "tracisz",bo tylko w ten sposób ma to teraz jakikolwiek sens.

Pomiędzy miłością a nienawiścią jest bardzo cienka linia. Obawiam się, że właśnie zaczynam tą linie przekraczać i to nie na tą pozytywną stronę.

Zakochujesz się, przywiązujesz do kogoś, spędzasz z nim nawet kilka lat, po to by na koniec dowiedzieć się, że na Twoje miejsce znalazła się jakaś tępa pizda, która idealnie wtapia się w Twoje stanowisko. Albo nawet i lepiej tam wygląda, bo przecież jest nowa, bezproblemowa, zachwyca się i za każdym razem poklepuje po ramieniu. Prawda jest taka, że nie wie nic i nie jestem w stanie powiedzieć, czy w ogóle się dowie, bo przecież tak WSPANIALE jest udawać.

No właśnie, wspaniale. Wspaniale jest traktować to wszystko, jak gdyby nigdy nic się nie stało, jakby nigdy nic nas nie łączyło, jakby ten czas kiedy byliśmy razem wyparował z pamięci, no bo po co pamiętać o kimś, kto jest zbędny xD

I za każdym razem powiesz mi, że podjęliśmy decyzję o rozstaniu razem, bo się nie układało. Widzisz, tak naprawdę, gdyby nie fakt, że wiedziałam, że się z nią poznałeś i poświęcasz jej czas i sądzę, że tego czasu było więcej niż dla mnie, to nigdy w życiu nie powiedziałabym Ci, że to koniec. Powiesz, że podjęliśmy decyzję razem, bo przecież w sumie to pewnie było Ci to na rękę.

Nie będę udawać, że nie stało się nic. Bo dla mnie to jest za dużo. A ty sam nawet nie próbowałeś tego wytłumaczyć, nie walczysz, nie próbujesz zrobić zupełnie nic. Kochasz? Zastanawiam się, czy w ogóle wiesz co to kochać.
Szkoda tylko, że nawet nie potrafisz się przyznać do tego, że na sam koniec tak ładnie to wszystko dojebałeś. Dp tego chyba wydaje Ci się, że wszystko jest okej.
Jakbyś ty to powiedział: "Nikt nie będzie ze mnie robić debila". Tylko, że tym razem to ja to powiem. I jest mi przykro, że te Twoje "zasady", o których to mi zawsze powtarzałeś, sam w tym momencie łamiesz.

Dlaczego taka jestem?
Może kurwa dlatego, że nigdy w życiu nie spodziewałam się tego z Twojej strony. Może dlatego, że kochałam, że ufałam i wierzyłam, że jednak postaramy się jakoś wszystko naprawić. Tymczasem widzę, że lepiej zapełnić sobie lukę w życiu i nie próbować naprawić nic.
Bo nie robi się takich rzeczy, kiedy wspólne życie wali się na łeb, nie kiedy się kogoś naprawdę kocha, a przynajmniej według mnie. I sądzę, że nie tylko według mnie.

Nie potrafię ostatnio spać, nie potrafię jeść, nie potrafię nic, bo mam ochotę rozszarpać się od środka.
Szkoda, że nie potrafisz postawić się na moim miejscu i zrozumieć, dlaczego jest jak jest.

"Jestem silniejsza niż myślę i tak ma być!

Wszystko za sprawą jednego człowieka, który pojawił się w moim życiu zupełnie nieoczekiwanie i bardzo szybko w nim zaistniał Potrzeba tak niewiele, żeby tak wiele zmienić.

Małpeczko! Obiecałam więc dotrzymuję obietnicy A przy okazji to dziękuję Przede wszystkim to za to jaki jesteś i że w ogóle w moim życiu jesteś i za Twój uśmiech, obok którego nie potrafię przejść obojętnie. Dziękuję Ci, że mnie słuchasz, że poświęcasz mi tyle czasu, że sprawiasz, iż non stop się uśmiecham. Dziękuję za to, że się martwisz, troszczysz, motywujesz. Również za to, że mówisz, co myślę, albo nie musze nic mówić, żebyś wiedział o co chodzi i nawet za to, że chcesz pomóc mi przezwyciężyć mój strach do małych ciasnych pomieszczeń, zamykając mnie w łóżku."

Oddałabym bardzo dużo, żeby być teraz w tamtym miejscu. Nie wiem tylko, czy wiedząc wtedy, jak będę wyglądać w tym momencie, w którym jestem teraz, odważyłabym się na to, żeby podzielić się z Tobą całym moim życiem.

Dlaczego taka jestem?
Może dlatego, że byłeś jedną z najważniejszych osób jakie miałam.
Może dlatego, że czuję się jakby ktoś przypierdolił mi w pysk czymś ciężkim. Może dlatego, że czuję się żałośnie.
Może dlatego, że pomimo tego, jak chujowo jest teraz, wcale nie przestałam Cię kochać.
 

 
Zawsze tak pięknie potrafię wszystko spierdolić.

Ciekawość, ciekawość, ciekawość...
Kiedyś zgubię się chyba zupełnie.

Nie umiem oderwać się od przeszłości. Czy tylko mnie męczy ona aż tak bardzo?

Dopóki wiesz o pewnych rzeczach, albo przynajmniej się ich domyślasz, nie boli Cię to aż tak, kiedy zobaczysz to na własne oczy, albo usłyszysz.
I tak jest lepiej, bo o pewnych sprawach lepiej jest chyba nie mówić.
Ale nie... Ania oczywiście zawsze musi wsadzić kij w mrowisko, bo przecież tak pięknie jest komplikować sobie życie, a szczególnie w taki sposób, że później nigdy nie wiesz jak sobie z tym poradzić.

Jesteśmy razem ponad rok, wydawało mi się, że wiem o nim bardzo dużo. I może i wiem, ale dziś okazało się że jednak nie wszystko było takie, jakie jemu wydaje się, że było. Albo po prostu nie chciał, żebym wiedziała jak było faktycznie.
Nie potrafię poukładać sobie w głowie pewnych faktów. Nie potrafię przyswoić myśli, że ktokolwiek znaczył dla niego tyle co ja obecnie, albo nawet i więcej. Bo to nie ze mną wszystko takie pierwsze i piękne. A przecież zwykle to te właśnie osoby znaczą w naszym życiu tak wiele...

A może po prostu szukam sobie problemów na siłę?
I może po prostu nie chce zostawić w spokoju przeszłości zarówno jego, jak i swojej?
Ale w takim razie jaki sens tego wszystkiego? Przecież dobrze wiem, że tak się nie da.

Najlepiej byłoby, gdybyśmy obydwoje odcięli się od tego co było i co tu. Dopóki wiem, że 'przeszłość' istnieje w naszym życiu na codzień, to nie potrafię sobie poukładać niczego. Szukam dziury w całym, żeby dowiedzieć się jeszcze więcej, a to wcale nie dobrze, bo jedyne co mi z tego przychodzi, to to, że krzywdzę siebie samą.

Głupia... Przecież nawet mu o tym nie powiem i będę dalej udawać, że wszystko jest tak strasznie super. Chyba. Bo nie wiem, czy po tym co dziś odgrzebałam to potrafię jeszcze udawać.

Dlaczego nie można wymazać z głowy pewnych rzeczy...
Nie znajduję odpowiedzi na żadne z zadanych sobie dzisiaj pytań.

Zawsze wiedziałem, że trzeba być krok od samego siebie. Ale teraz jestem, stoję tysiąc, a może parę tysięcy kroków od samego siebie. Patrzę z dystansu. Z rosnącego dystansu. Dar dystansu, a może przekleństwo dystansu. Dziwi mnie, kurwa, wszystko.
 

 
Jest tak jakoś dziwnie, można powiedzieć, że w sumie to całkiem mnie to bawi. Zero ładu, zupełny rozpierdol, jeśli w taki sposób można to ująć.
Co mnie bawi?
Najbardziej to chyba fakt, że jestem na tyle tchórzliwa, że nie potrafię wprost mówić co czuje. Tylko czemu?
Czyżbym bała się reakcji otoczenia, czy po prostu kiedy siedzi to jedynie w mojej głowie jest po prostu wygodniej?
Podczas swojej ostatniej podróży autobusem odkryłam, że chyba lubię być sama. W końcu mam czas na to , żeby się wyciszyć, o wszystkim spokojnie sobie myśleć.

Jesteś sama, nie znasz nikogo, widzisz jedynie zachowania ludzi, które znów dają ci wiele do myślenia. Obok para staruszków, którzy ledwo stoją na nogach, ale wciąż są razem, Pan trzyma Pani parasol, razem niosą torbę z zakupami a po zapłaceniu biletu siadają wspólnie i ciągle rozmawiają, wpatrując się w siebie tak, jak gdyby zobaczyli się pierwszy raz.
Gdzieś w połowie drogi wsiada zadyszany chłopak, dla którego pięciominutowe spóźnienie się autokaru to przestępstwo.
Dalej ojciec ze swoją małą córeczką, która zafascynowana jest tym, że ma okazję jechać takowym pojazdem.
W końcu córka ze swoją starą, schorowaną matką, która nie zdejmuje z głowy chustki bo boi się, że to może zaszkodzić jej głowie i całą drogę odmawia różaniec.
A ja? Ja myślę sobie wtedy, że aktualnie nie mam na głowie nic, zero zmartwień, zero stresu, w sumie nawet zero uczuć. Jedyne, co mnie zastanawia, to czy wysiądę na odpowiednim przystanku, bo przecież jadę w ten sposób pierwszy raz.

Spotykam się z rodziną, z przyjaciółmi, poznaje nowych ludzi, ale to wszystko trwa tylko chwilę. Maleńką chwilkę, która nawet nie wiem kiedy ucieka mi przed oczami i znów mam świadomość, ze muszę wrócić do miejsca, w którym sama już nie wiem czy czuję się dobrze.
I w pierwszym momencie mam wrażenie, że to wszystko trwało tak niedługo, że tak naprawdę niewiele wniosło do mojego życia. Okazuje się jednak, że te kilka minut, godzin, dni wcale nie jest takie ulotne.
"Cieszę się, że mam taką kuzynkę", "chodź tu maleństwo, bo dawno Cię nie przytulałam", "nie chcę, żebyś ode mnie jechała", czy w końcu "najważniejsze, że mam swoją Niunię obok" ~ tak bardzo niewiele potrzeba, żeby człowiek poczuł, że cokolwiek znaczy.

Brak weny, żeby ubrać to wszystko w jakiekolwiek słowa i podziękować im, chociażby za to, że po prostu są.

Ciężko mi na chwilę obecną stwierdzić, czy to dobrze, że niektórzy są przywiązani do mojej osoby.
'I czyja to wina?
Nie wiem
Wodzi nas za nos przeznaczenie'

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Niedługo wyjeżdżam z tego 'lepszego' świata.
Kiedy wychowujesz się w małej miejscowości (jak ja) to masz wrażenie , że wszyscy zwracają na Ciebie uwagę. Każdy każdego zna, więc ciężko o to żeby było inaczej. We własnym środowisku masz wrażenie, że jesteś ważny. W sensie wszystkich interesuje twoje życie, co robisz, jak się ubierasz, jak wyglądasz. Kiedy przechodzisz ulicą wydaje Ci się, że każdy na Ciebie patrzy i wszystkim tym co z tobą związane zwracasz czyjąś uwagę.
Okazuje się, że ten nasz mały światek zupełnie nie ma odzwierciedlenia w świecie. Wychodzisz z domu i myślisz sobie o tym, jak wyglądasz, czy wystarczająco dobrze jesteś ubrana pomalowana. Tymczasem tu nikt nie zwraca na Ciebie uwagi, a przy tym każdy jest miły i mijając Cię na ulicy mówi chociażby to głupie 'cześć', które i tak sprawia Ci wiele radości.

W końcu dochodzisz do wniosku, że jesteś malutką istotą niewiele znaczącą w świecie. Oczywiście, odgrywasz jakąś rolę, niestety niewielką
I cieszy Cię fakt, ze nikt nie mierzy Cię wzrokiem i nie patrzy na Ciebie jak na kogoś obcego, pomimo tego, że w sumie to jesteś obcy

I po 18 latach w końcu czuję się wolna od wszystkiego i wszystkich (?)

Podsumowując: Jest mi tu dobrze
 

 
No i jestem tu.
Jestem dopiero kilka dni, a już mi tak strasznie pusto.
Gdyby nie to, że tak strasznie tęsknię za domem i za tym wszystkim, co w Polsce zostawiłam, ot mogłabym tu zostać.

Zupełnie inne życie. Widać o w sumie na każdym kroku. Pomimo tego, że mieszkam tu na gorszym zadupiu niż w Polsce, różnice te mimo wszystko są odczuwalne. Wszędzie tak ładnie, czyściutko, życzliwi ludzie, którzy uśmiechają się do ciebie, nawet kiedy pędzisz z pełnym koszykiem zakupów,a w między czasie łapiesz wypadającą z niego torbę frytek Życie w tym miejscu mogłoby być naprawdę cudowne...

Ale jest mi źle. Smutno mi i tęsknię tak bardzo... Do tego myśl o dzielących nas kilometrach przeraża z dnia na dzień coraz bardziej Dobrze, że chociaż na ekranie komputera możemy się zobaczyć.

 

 
Za około miesiąc minie juz rok, odkąd znów tu jestem.
Aż rok, albo tylko rok. Każdy z nas inaczej spogląda na mijający czas.
Rok przez który bardzo dużo w moim życiu się zmieniło. Ciężko powiedzieć, czy na lepsze, czy gorsze. Chyba nie patrzę na to z takiej perspektywy. Po prostu zmieniło się. I dobrze, że ciągle coś nowego się dzieje.

Kobieca intuicja rzadko kiedy zawodzi, ale mam nadzieję, że tym razem jednak się mylę.
Otóż chodzi o to,że mam ostatnio wrażenie, że to wszystko co między nami zaczyna go męczyć. Oczywiście, że jeśli bym spytała odpowie, że nie, a kiedy już przeczyta kiedyś o tym, co właśnie pisze, powie mi ze jestem głupia ze tak w ogóle myślę, ale tak właśnie myślę. Wydaje mi się, że coraz częściej tęskni za tym samotnym życiem, w którym mógł robić wszystko, no bo teraz pewnych rzeczy nie wypada, albo po prostu wie, że będę na niego zła. Trochę słaba opcja, w szczególności dlatego, że bardzo często słyszę 'no kiedyś to było fajnie'. I w mojej głowie wtedy ukazuje się pytanie 'mam zniknąć żeby było jak kiedyś?'.

Za tydzień wyjeżdżam do Niemiec. Dwa miesiące bez siebie nawzajem, pewnie będzie dla mnie czymś strasznym. Wystawienie naszego związku na próbę poziom zaawansowany, bo do tej pory najdłużej rozstawaliśmy się na tydzień xD

Zobaczymy, czy 'kiedyś' powróci.
Ale będę tęsknić...
 

 
Zaatakowała mnie wiosenna niemoc. Tak mi się nic nie chce, tak mi się jakoś nic nie podoba.
Najlepiej zapaść sobie w sen pozimowy
Sen jest dobry na wszystko. Na ból głowy, na ból brzucha, na chorobę, na zły humor, na złamane serce, na wewnętrzny wkurw, absolutnie na wszystko!

Światopogląd ludzi dookoła zaczyna irytować mnie coraz bardziej. Dorośli kręcą się w świecie polityki, którego to nigdy nie będę jednak w stanie pojąć. Dzieci, jak dzieci, dręczą starszych, drą mordy, bawią się ze sobą. Nastolatkowie zaś coraz częściej żyją w swoim światku, w którym występują jedynie głupie tłumaczenia, puste, nic nie warte teksty na stronach internetowych typu "besty", które mam wrażenie są dla nich jak jakaś Biblia np., zapisy, które pomagają im żyć i odnaleźć się a tym świecie.
Świat zwariował. Chyba jestem lekko podłamana.

Poziom mojego wczorajszego wkurwienia, chyba lekko ustał, po przeprowadzeniu pewnej "przyjemnej" rozmowy. Chociaż to i tak nie sprawiło, że wierzę w jej dobre intencje.
Swoje "złote" rady laleczko zostaw sobie dla siebie, do tej pory dawałam radę i bez nich
Niech każdy zajmie się swoim życiem, polecam.

Nie ogarniam ostatnio nic, jestem lekko w dupie można by rzec.
No i w sumie to chuj.
Tak wiem. Najlepsza odpowiedź na wszystko.

I co ja robię tuu?
 

 
Jakoś tak dziwnie ostatnio. Jakoś tak nieswojo, nienaturalnie pusto, tak po prostu. Dość dziwne zjawisko, kiedy zawsze wokół mimo wszystko coś się dzieje, a od jakiegoś czasu mam wrażenie jak gdybym zatrzymała się w jednym miejscu, albo wszystko wkoło mnie zostało zatrzymane, a tylko ja sama kręciła się wciąż dookoła.

Powolne umieranie, autodestrukcja spowodowana nie wiadomo czym. Brak chęci do istnienia, wiosenna załamka czy whatever xD

Być zagadką, której nikt nie zna. Dobra opcja, całkiem przyjemna sprawa w takich momentach jak np. teraz. Jakoś tak mi lepiej, kiedy ludzie jednak nic konkretnego nie wiedzą.
Mała, a mimo wszystko jednak wielka

"Jesteś różowy krem na cieście I byłbym Ciebie jadł
O wiele częściej, o ile zechcesz...
Jesteś jedyna w całym mieście"
 

 
Marionetka. Zwykła kukiełka, nic nieznacząca w całym tym świecie. Czyżbym była kolejnym błędem jedynie, wartym popełnienia? Nie wiem już nic.

Kiedy coś się pierdoli, to potem tak już leci podobno. Tak to i w moim przypadku wygląda. Aktualnie to nic w moim życiu się nie układa, wszystko powoli się sypie, włącznie ze mną chyba, bo jakoś tak mi ostatnio coraz gorzej i gorzej.
Nie mam pojęcia jak często ludzie wątpią w sens swojego istnienia,ale u mnie wątpliwości te pojawiają się cały czas. I dołuję się coraz bardziej i więcej.
Po co? Nie mam zielonego pojęcia.
Aż w końcu któregoś dnia wybuchnę sobie po prostu jak bańka mydlana i nie zostanie po mnie żadnego śladu, ani jednej maleńkiej kropelki, która by o tej bańce przypominała. A po mnie będzie jeszcze milion innych, które czeka taki sam los.
 

 
To nie jest dobry czas, to zdecydowanie nie jest dobry czas. W sumie życie pod jednym wielkim znakiem zapytania, bo nie wiem zupełnie już, co mnie czeka. Zmiany, zmiany, zmiany, tylko czemu jedna rzecz jest w stanie zmienić aż tyle? Podobno zmiany są dobre, zawsze. Chyba jednak nie jestem co do tego przekonana.


Generalnie to jest tak nijak. Wszyscy jakoś się czują, ja, można by rzec, nie czuję się wcale. Dlaczego? Nie wiem. Nie potrafię powiedzieć co jest przyczyną mojej nieobecności. Wszystko chyba się gdzieś we mnie kumuluje. I pomimo tego, że wśród ludzi 'wszystko jest ok', śmieję się, żartuję, to kiedy przychodzę do domu, kładę się zrezygnowana na łóżko i najchętniej zapadłabym w jakiś zimowy sen czy whatever, bo już nie mam siły nawet myśleć o tym co się dzieje dookoła mnie. Przez to wszystko między nami też chyba jest jakoś gorzej, a to już nie za dobrze.

Jutro walentynki, znowu wszyscy będą srać miłością do każdego.
Dzień jak każdy inny, tylko mianowany tytułem. Nie rozumiem czym się tak wszyscy jarają.
 

 
Coraz rzadziej tu bywam, znaczy bywam, tylko po prostu nic nie dodaje. Coraz mniej czasu, coraz więcej do zrobienia, aktualnie ferie, więc w końcu trochę czasu by odsapnąć.

Cały poprzedni tydzień leżałam do góry dupą, nie chciało mi się nawet oddychać. Jedyne, co mogłabym robić non stop, to spać. Taaaaaaak! Ulubione zajęcie, hobby, o ile można to tak nazwać

Znowu ktoś odszedł, znowu ktoś młody, znowu ktoś bliski. Sama nie wiem jak się z tym czuje. Mimo wszystko cały ten tydzień będzie w sumie taki nijaki.
Poza tym zapowiada się na to, że pół tygodnia i tak spędzę poza domem. Chyba jednak tym razem mnie to nie cieszy.

Jeśli chodzi o moje serce... Chyba nawet udało mi się je poskładać, może nie zupełnie, bo o tym, co było, zawsze będę pamiętać, ale na chwilę obecną to może jedynie jakieś maleńkie kawałeczki się pogubiły, reszta jest okej, na szczęście jest okej. Z każdą minutą tęsknię coraz bardziej. Może to jest powodem mojego rozdrażnienia?
Generalnie ostatnio wszystko jest jakieś na NIE. Nic nie pasuje, wszystko źle, wszędzie jakiś błąd, non stop. Już chyba mnie to męczy.

W pewnym stopniu odcięta od rzeczywistości. Dlaczego? Może tak po prostu jest lepiej. Nie mam czasu myśleć o tym, żeby robić jakiekolwiek głupoty. Ostatni rok pod hasłem: "na przypale, albo wcale". Czas się w końcu ogarnąć. Może tylko czasem trochę za tym tęsknię... ;3
 

 
Przez kilka dni mój dom był ciągle wypełniony przez "stada" ludzi. Nie powiem, żeby mi to przeszkadzało. Pomimo tego całego chaosu, bałaganu, totalnego nieładu, który całemu zamieszaniu towarzyszył, czułam się zaskakująco dobrze

Rozpoczynamy nowy rok. Nowy rok, nowe plany, nowe nadzieje, nowe cele do zrealizowania, nowe towarzystwo, nowe nastawienie do wszystkiego, zapewne również nie obędzie się bez nowych problemów i obowiązków...
Ale jest w moim życiu On <3 I dzięki Niemu wszystko jest jakieś łatwiejsze, zawsze jakoś damy sobie radę, bo przecież nie ma rzeczy niemożliwych ^^
Dziękuję, że jesteś! To dużo i mało i wszystko

Rok starsza, za pół roku skończę 18 lat, ten tak strasznie wyczekiwany kiedyś wiek. Ale im bardziej się do niego zbliżam, tym bardziej nie chcę, żeby to kiedykolwiek nastąpiło. Czuję się już prawie dorosła. Zaczynam myśleć o przyszłości, o tym jak to wszystko będzie wyglądać i nie czuję się z tym dobrze. Boję się dorosłego życia. Zdecydowanie się go boję. Bycie wiecznym dzieckiem byłoby cudowne, mimo wszystko bycie dzieckiem to najlepszy czas w życiu człowieka.
Zaczął się czas osiemnastek, spotykam starych znajomych i łzy się w oczach kręcą, kiedy przypominamy sobie o tym co było kiedyś.

I w takich momentach uświadamiam sobie, jak dobrze jest posiadać wspomnienia. To coś czego nikt nie może nam odebrać. To jest cudowne uczucie wiedzieć, że coś pozostanie z nami na zawsze i to tak naprawdę na zawsze, nie opuści nas, nie kopnie w tyłek, nie zapomni o nas ani my o tym nie zapomnimy.

"Szczęśliwi czasu nie liczą" zatem żyjmy sobie chwilą.
Wszystko kiedyś przeminie, ale nie można się ciągle nad tym zastanawiać, nie można wiecznie żyć przeszłością.
Z każdego dnia trzeba czerpać jak najwięcej, żeby kiedyś, będąc siwą staruszką, powiedzieć sobie "Moje życie było cudowne, nie chciałabym go zamienić"
 

 
Kolejne święta za nami. Najpierw milion przygotowań, wszędzie pełno ludzi, tłok taki, że na chodniku brak własnej przestrzeni życiowej, w sklepach bałagan i taki chaos że nie wiadomo gdzie co się znajduje. W domu pierwsze święta bez żadnych kłótni, może w końcu będzie okej ;3
Ale już koniec, już się skończyło, czas wrócić do szarej rzeczywistości.

Dzisiaj kolejny dzień z Nim <3 Pierwsze spotkanie w te święta to był najcudowniejszy prezent jaki mogłam dostać ;3
Nawet nie wyobrażasz sobie ile radości sprawia mi to, że po prostu jesteś <3 Cudownie jest czuć, że jesteś obok, że w każdej chwili mogę Cię przytulić, odezwać się do Ciebie, powygłupiać, pośpiewać Ci piosenki...

Niesamowite jest to co czuję, bo w sumie tak naprawdę, to nie potrafię tego słowami opisać.
Niech tak już zostanie, niech tak będzie zawsze

"jesteś moją księżniczką" na dobranoc i życie od razu staje się piękniejsze

"Niech ta chwila wiecznie trwa." Niech trwa ;3
 

 
Dziś sobota.
To miał być cudowny dzień. W sumie już nawet nie tyle dzień, co sam wieczór. Od tygodnia prawie planowany z Nim. Miał być, oczywiście wyszło jak zwykle, czyli w sumie tak naprawdę to nic nie wyszło.

Cały dzień biegałam po domu jak pojebana. Wszystko w sumie się błyszczy. Wszystko żeby pokazać się od jak najlepszej strony. Czekałam, nie odzywał się, nie pojawił się. Obiecywał, nie dotrzymał słowa. Kolejny raz chuj strzelił nasze plany. Mówi, że mu zależy, ale słowa są tylko słowami. Chciałabym żeby w końcu mi to pokazał.

Jest beznadziejnie. Ma czas na wszystko, na pracę, na siłownię, dla kolegów, tylko miło byłoby żeby dla mnie też znalazł choć chwilę...
I co? I będzie pewnie tak jak wcześniej. Najpierw zależy, potem coraz mniej czasu, jedno potem kolejne i kolejne spotkanie odwołane a na końcu zapomnisz nawet złożyć mi życzenia na urodziny, te głupie, tak bardzo wyczekiwane dwa słowa "wszystkiego najlepszego", bo spodziewać się czegokolwiek innego, jest oszukiwaniem samej siebie.
Aktualnie nie czuję się nawet potrzebna, doskonale radzi sobie sam.

Chyba jednak niepotrzebnie pojawiłam się w jego życiu, chyba lepiej byłoby mu beze mnie.
Z winem w dłoni opijamy smutki.
 

 
Kabumm! Przemiana. Koniec. Gruba kreska oddzielająca przeszłość od teraźniejszości i przyszłości. Koniec biadolenia, koniec wspominania, koniec wszystkiego co było do tej pory. Jestem silniejsza niż myślę i tak ma być!

Wszystko za sprawą jednego człowieka, który pojawił się w moim życiu zupełnie nieoczekiwanie i bardzo szybko w nim zaistniał Potrzeba tak niewiele, żeby tak wiele zmienić.

Małpeczko! Obiecałam więc dotrzymuję obietnicy A przy okazji to dziękuję Przede wszystkim to za to jaki jesteś i że w ogóle w moim życiu jesteś i za Twój uśmiech, obok którego nie potrafię przejść obojętnie. Dziękuję Ci, że mnie słuchasz, że poświęcasz mi tyle czasu, że sprawiasz, iż non stop się uśmiecham. Dziękuję za to, że się martwisz, troszczysz, motywujesz. Również za to, że mówisz, co myślę, albo nie musze nic mówić, żebyś wiedział o co chodzi i nawet za to, że chcesz pomóc mi przezwyciężyć mój strach do małych ciasnych pomieszczeń, zamykając mnie w łóżku

Hahah, a to tak, co do całej sytuacji
"nie musisz mieć zwieraczy, po prostu bońć"
  • awatar Gość: Oszsz... Nie, błagam.... Znowu Okradli mnie :(
  • awatar Wikibelle: Czasem jedna osoba potrafi ta wiele zmienić :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie jest okej, znowu nie jest okej.
Nie ma go. Nie ma tu, ani wcale. Nie wiem gdzie jest, co robi, nie wiem w sumie nic, bo nic nie mówi. Nie pamięta nic. Nie pamięta, albo nie chce pamiętać...

Myśli rozsadzają mi mózg. Chciałabym nie pamiętać. Dlaczego wszystko jet takie ciężkie? Czemu nie ma dobrej wróżki, jak w kopciuszku? Nikt nie pomaga, nikt nie mówi co zrobić, żeby nie wplątać się w głupie sytuacje, nikt nie znajduje nam księcia, który ma być nasz i tylko nasz, nikt nie kocha tak, żeby szukać i zrobić wszystko, żeby znaleźć, pomimo zniknięcia bez przyczyny.
No ale przecież, nie może być łatwo, bo byłoby zbyt krucho. Nonsens.

Chcę stąd zniknąć i wiem, że najłatwiej jest zniknąć, nie mierzyć się z problemami. Jestem tchórzem, bo chcę uciec przed rzeczywistością. Ale chcę żeby było lepiej, skoro i tak nie uszczęśliwiam ludzi, na których mi zależy, to chociaż siebie raz w życiu mogłabym uszczęśliwić.

Co by zrobił, gdybym zniknęła? Co by myślał? Czy w ogóle by myślał? Jaką by mnie pamiętał? Nie chciał powiedzieć, unikał tematu.

"Pomimo burz, błyskawic w 'z'
Ja ciągle ciebie chcę"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
I znowu ten pierdolony stan, w którym zastanawiam się, dlaczego ja w ogóle istnieję.

"Lubisz komplikować sobie życie", tak, masz rację, "lubię", bo w sumie tak naprawdę to czuję się chujowo. Porażka, tak, mam na imię porażka. Dlaczego non stop pakuję się w jakieś chore relacje, to jest bez sensu, jak to ogarnąć? Wmawiam sobie że daję radę, żeby nie było, że się poddaję, czy coś. Pierdolona duma, Zosia się nigdy nie poddaje, blablabla.

To jest jedyne miejsce, w którym tak naprawdę piszę co myślę, co czuję. I chyba tylko to mi jeszcze pomaga, bo kilkudziesięciokrotnie rozwalone ręce przestały na mnie działać, to już nie pomaga, nie pomaga bo już nawet nie czuję bólu.

Siedziałam sobie dziś trzymając żyletkę i ręce trzęsły mi się jak nigdy dotąd, nie dałam rady, jedynie kolejny raz milion łez spłynęło mi po policzkach.

Nie mam pojęcia, kiedy znowu będzie dobrze...
 

 
Co ja tu robię?

Żyję w miejscu, w którym aktualnie największym problemem jest to, że zgubił się paragon z nowo zakupionych butów. Rewolucja, jak gdyby tornado przeszło przez cały dom, bo przecież "musi gdzieś tu być".
Czuję się dziwnie. Nie wiem w sumie już po co jestem i dla kogo jestem. Sama już nie wiem co czuję i czy na prawdę go kocham, o ile w ogóle kogokolwiek kocham,bo już nie potrafię powiedzieć, czy mogę kogoś obdarzyć takim prawdziwym uczuciem.
Dziwna sytuacja, bo z jednej strony fajnie jest kiedy jednak jest obok, z drugiej strony myślę o innych, myśle o wszystkich, on nie jest głównym obiektem moich westchnień.
Ale jak mu to powiedzieć? Jak powiedzieć to komukolwiek, żeby zrozumiał? Sęk w tym, że nikt nie rozumie, a mnie samej ciężko to w jakikolwiek sposób wytłumaczyć. Nie da się powiedzieć słowami, co myślę, czym się kieruje. Okropne uczucie, kiedy dookoła są wszyscy, a tak naprawdę w sumie to nie ma nikogo
 

 
Średnio od miesiąca widujemy się prawie codziennie, aż dziwne

Tyle czasu razem i nie nudzi mnie to. Zawsze mamy co robić, zawsze mamy o czym gadać, przyjeżdża po mnie do pracy, siedzimy sobie do 5 nad ranem i gadamy o wszystkim i o niczym xD Stwierdził, że jestem śliczna ;3 to było całkiem miłe, w szczególności, że raczej nie zdarza mu się być miłym

Non stop mówi mi, że jestem pojebana xD Ale podobno mówi jedno myśli drugie. Ponoć uważa mnie za inną dziewczynę, twierdzi że niewiele jest takich, ale nie chce mi robić nadziei, bo lubi ranić, a ja jestem kimś kogo nie chce zranić, nie chce tracić ze mną kontaktu. Chyba jednak nie jest takim potworem xD


 

 
U mnie to raczej, weź no kurwa wyjdź przed dom
Boski Diego został moim Romeło
Romeło, bo się z niego śmiałam kiedyś no i tak zostało.

W końcu coś sprawia mi radość.
Zaskakująco dobrze się dogadujemy. W sumie spędzam z nim każdą noc. Noc, bo siedzimy do 5 nad ranem na dworze gapimy się w gwiazdy i gadamy.
Rozmawiamy w sumie o wszystkim i o niczym. W każdym razie nie jest taki, za jakiego go na początku uważałam.

Twierdzi, że jestem chora psychicznie xD Ostatnio powiedział, że chciałby mieć spokojne życie, ale ze mną się nie da spokojnie żyć, bo czasami tak go wkurwiam... uniósł się trochę, ale bardzo szybko uspokoił.

Wczoraj kolejne 5 godzin razem, szczerze mówiąc bardzo miłe 5 godzin. Mam wrażenie, że przez ostatni czas właśnie tego potrzebowałam. Nie pamiętam kiedy ostatnio spędzałam z kimś tyle czasu i to tak po prostu, nie imprezując, nie zmuszając się do tego...

Pocałował mnie w czoło, po czym oświadczył mi, że to oznaka, że się kimś opiekujemy. Kiedy spytałam czy faktycznie tak jest, odpowiedział mi: "tak, troszczę się o to, żebyś wieczorów nie spędzała sama"

Mimo wszystko żadne z nas nie potrafi być romantyczne xD
  • awatar Wikibelle: Romantyczność może być pojmowana na wiele sposobów... ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Chciałabym z nim porozmawiać tak jak kiedyś.
Mam mu do powiedzenia tyle rzeczy, tyle ważnych rzeczy, chciałabym, żeby pomógł mi podjąć pewne decyzje, żeby wysłuchał, ale go nie ma, nie ma go kiedy go potrzebuję.
Tylko bądź, nie chcę niczego więcej. Bądź, bo czuje, że jest lepiej, kiedy jesteś.

Leżałam sobie wczoraj na drodze około 2 w nocy i patrzyłam sobie w niebo. 6 spadających gwiazd, 6 życzeń, każde z nich związane z tym człowiekiem, żadne z nich zapewne się nie spełni.

Ciekawe, czy spadające gwiazdy na prawdę pomagają spełnić życzenia. Przecież jeśli ktoś kiedyś puścił taką plotę, że przy spadaniu gwiazd myśli się życzenia, to chyba miał powód, żeby tak sądzić. Z drugiej strony wątpię, że te nasze marzenia się spełniają.

...a może jednak warto mieć nadzieję?
 

 
Właśnie tak. Kiedy kogoś potrzebujesz, to nikogo nie ma.

Wczoraj cały dzień z T. Mogłabym rzec, że był to czas genialny, szkoda tylko, że tak niemiło się ten dzień skończył... Pokłócona ze wszystkimi. Nie rozumieją, nie rozumieją niczego. Jeden "lepszy" od drugiego.
Wyjebka po całości, no bo przecież po co kogokolwiek słuchać.

Ale mimo tego wszystkiego stwierdzam jednak, że cztery ostatnie dni mega udane.

Kolejny raz zostałam 'siostrzyczką'. Ehh Patryś kochany Doszłam do wniosku, że mam super znajomych, a imprezy z nimi to już w ogóle odlot xD Całe życie na przypale.

Przynajmniej mam pewność, ze będę kiedyś w przyszłości miała co wspominać
 

 
Siadam sobie wieczorem sama w pokoju i zdaję sobie sprawę z tego, że nie pamiętam kiedy ostatnio tak naprawdę byłam szczęśliwa.
Szczerze mówiąc nie potrafię opisać słowami tego co czuję, a może jednak nic nie czuję?

Alkohol nie jest rozwiązaniem. Sama nie wiem, co byłoby na tyle dobre, żebym czuła się dobrze.

Czuję, że moje życie aktualnie jest bezsensowną rutyną. Czas ucieka mi przez palce, gubię się nawet w dniach tygodnia, ale nie wiem co zrobić, żeby choć na chwilę go zatrzymać. W końcu chyba, tak naprawdę, uświadomiłam sobie, że to co było nigdy nie powróci, że nic już nie będzie tak samo.

... nie zna mnie. Uważa, że jestem laską o podwyższonym ego. Dobrze, jest lepiej, kiedy nie zna prawdy.

"Nie trzymałem się z ludźmi, trzymałem się z dala
mówiąc się nie kłóćmy, lecz wypierdalaj
Nara! Bo w tym cały ambaras,
żeby dwoje chciało na raz, a tylko jedno się stara"
'i chyba wiesz, że jest lepiej gdy rzadziej
liczba butelek na stole wyznacza
godzinę o której się kładziesz spać.. '


  • awatar Tajemnicza.m: hej,mogłabyś wejść na mojego bloga i doradzić do ostatniego wpisu? w zamian skomentuję kilka twoich :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›